To nie są żarty. Partia PiS próbuje cenzurować Internet i ścigać ludzi, którzy mają inny pogląd na świat niż ona, przez utworzenie komisji ds. Internetu. Jednak ta partia zapomniała chyba, że na szacunek trzeba samemu zasłużyć. Jeśli mają być ścigani ludzie za swoje poglądy polityczne, to przepraszam bardzo, ale czy my żyjemy w demokracji? Bo jeśli PiS twierdzi, że zapobiegnie to przyszłym atakom na polityków. To w takim razie jako pierwsze powinny być zamknięte wszystkie blogi członków PiS m.in.: Kurskiego, Ziobry oraz Migalskiego. Cały problem polega na tym, że nie żyjemy w państwie obywatelskim. Nie mamy żadnej kontroli nad tym co nasze władze wyrabiają. Atak na biuro poselskie członka PiSu był tylko aktem rozpaczy. W normalnym kraju, taki człowiek, któremu się coś nie podoba: pisze petycje, organizuje wiece, spotyka się z posłami, odwołuje się do różnych instytucji. U nas nikt nie wciąga się dalej w politykę niż forum internetowe. Bo tylko tam może się wyżalić, że "nie podoba mi się PiS," że "nienawidzę Po" itp. Jednak taki rodzaj wyrażania swoich nastrojów do niczego prawie nie prowadzi. Bo nie przyniesie żadnych wymiernych efektów. Zablokowanie całego kraju, tak jak we Francji, daje wyraźny sygnał, że coś się dzieje źle w kraju. Możemy coś zmienić. I tym samym nasza demokracja staje się lepsza, jednocześnie ludzie zyskują pewność, że coś udało się im osiągnąć. U nas wspominamy tylko Solidarność, Wałęsę. Jedynie raz na jakiś czas górnicy, nauczyciele czy też pielęgniarki przyjeżdżają do Warszawy. A inni na posadach w prywatnych firmach boją się o swoja pracę. Jak nie ma gdzie pracować to nie pokazuje się swoich poglądów politycznych, bo inaczej można wylecieć na zbity pysk. Każdy siedzi cicho, bo może szef jest z innej partii, a za nieobecność w pracy też może mnie zwolnić. Bo przecież jest stu innych na moje miejsce. I tak siedzimy już 20 lat w tej pseudodemokracji.

